Kliknij w recenzję, żeby rozwinąć ją i przeczytać
guldapoleca: Bez alko i dragów jestem nudna – Przemysław Gulda
Spektakl, który jest poradnikiem, sesją terapii grupowej, performatywnym wykładem. A zarazem – i to byłby jego największy sukces pozaartystyczny – może stać się dzwonkiem alarmowym dla wszystkich osób, które nie uświadamiają sobie swojego problemu z uzależnieniem. I praktyczną pomocą w takich sytuacjach. Niewielka, wszechstronna i bardzo sprawna obsada robi wiele, żeby dać tej historii dużo energii i życia: nad wyraz przekonująco odgrywa cały teatr, którym osoby uzależnione próbują oszukiwać innych i same siebie.
https://e-teatr.pl/guldapoleca-bez-alko-i-dragow-jestem-nudna-65348
Cześć, jestem Marta i opowiem ci moją historię – Sylwia Walkowska, Dziennik Teatralny Kujawy
Początki są niewinne, a gdy już zaczniesz, ulegasz wrażeniu, że jesteś królem życia! (bądź królową). Wpadasz w tę pętlę coraz bardziej, głębiej, dramatyczniej, aż w końcu budzisz się w świecie, w którym nie potrafisz bez tego istnieć. UZALEŻNIENIE – jak odłam wpadającej na Ciebie myśli „więcej i więcej”, bo co przecież może się stać?
„Bez alko i dragów jestem nudna” – książka, a może bardziej pamiętnik Marty Markiewicz, otwiera bramy do świata, który był jej codziennością. Czymś w rodzaju nieprzerwanej jazdy na rollercoasterze, pełnej emocji, nieustannych wrażeń. I myślę, że wiele osób może odnaleźć siebie w tym świecie.
Na spektaklu, spotkamy się z paroma historiami, łączącymi jeden temat w wielu odsłonach – alkohol, narkotyki, niska wiara w siebie, chęć zaimponowania, a może błądzenie, w tym kim jesteśmy naprawdę. Skutki i przyczyny.
Ale jak tego nie robić, gdy nagle okazuje się, że potrafimy być fajni i wyluzowani. A z czasem nawet zbyt wyluzowani, ale wtedy już ciężko przestać. Nagle zaczynają pojawiać się minusy, zero relacji, znajomych, ZERO świadomego życia, tylko szczęście w płynie.
JEDEN, zaczynamy, bo będzie dynamicznie! Światła, kolorowe ledy, snujące się jak węże. Tytuły rozdziałów wyświetlane nad głowami bohaterów. Przeplatające się historie, bo każda jest ważna.
Jeśli chodzi o scenę, przypomina ona klub nocny, któremu towarzyszą wielobarwne światła, zmieniające się pod wpływem przekazywanych emocji. Gdy zachodzi jednak potrzeba wyjawienia tego, kim się jest, zostajemy tylko my, w jednej osobie. Reflektory gasną, a strumień światła skierowany jest tylko na tą jedną, osobistą historię.
Reżyseria świateł (Klaudyna Schubert) została opanowana wręcz idealnie. W połączeniu z muzyką (Magda Dubrowska ) podkreśla akcję oraz z pełną świadomością buduje nastrój.
DWA, Scenografia (Katarzyna Sobolewska) jest skupiona głównie na ustawionych do siebie rampach, kojarzonych zazwyczaj z skateparkiem. Rampy te, są trochę jak taka zjeżdżalnia życia, emocji – odwzorowaniem wszystkiego, co dzieje się wewnątrz. Wślizgujemy się na górę i zjeżdżamy na dół. Wzloty i upadki. Prócz tego podłoga ogarnięta przez neon oraz liczne światła spływające na nią z góry i neony znajdujące się za aktorami.
TRZY, kostiumy (Katarzyna Sobolewska) Na pierwszy rzut oka pokazują zwykłych ludzi, których możemy spotkać na ulicy, mijać w sklepach. Białe, czyste koszulki, zestawione ze sportowej marki spodniami. Dopiero później widzimy jak w błyskach wielobarwnego oświetlenia, odbijają się zabrudzenia. Jeśli to myśl, która mówi, że nie wszystko widać na pierwszy rzut oka, to bardzo mi się ona podoba.
CZTERY, interakcje między bohaterami. choreografia (Dominik Więcek) sprawiają, że aktorzy cały czas są w ruchu, historie są płynne, ciekawsze w odbiorze. Bardzo spójne z całością spektaklu.
PIĘĆ, aktorzy. Występują: Ada Dec, Julia Sobiesiak-Borucka, Mirosława Sobik oraz Igor Tajchman naprzemiennie z Łukaszem Ignasińskim. Gościnnie wystąpiła także Zofia Stafiej, aktorka filmowa i teatralna. W swojej roli niesamowita była Julia Sobiesiak-Borucka, którą znam m. in. ze spektaklu „Tchnienie”, gdzie postać, którą grała przejawiała zupełnie inne cechy. Gra aktorska pozostałych aktorów pozostawała na nieustannie równym, wysokim poziomie.
SZEŚĆ, reżyserka Mira Mańka, podejmując się tematu uzależnień, postawiła na tekst, skupiający się, nie tyle na skutkach, co na procesie uzdrawiania. Wyborem książki Marty Markiewicz pokazuje nadzieje na to, że można z nim walczyć. Na pewno ważnym krokiem w wystawieniu tej sztuki, było to, że przepełniona jest ogromną dawką humoru, co wpływa na wyrażenie ciężkości podejmowanego tematu. Spodobały mi się także nawiązania do Torunia umieszczone w scenariuszu, a także przedstawienie sceny z testem mówiącym o uzależnieniu.
SIEDEM, każdy ma swój powód – początek, zakończenie lub coś, co powoduje trwanie w uzależnieniu. Spektakl „Bez alko i dragów jestem nudna” pomaga zrozumieć, pomóc i przede wszystkim pokazać nadzieje, odwołując się do historii prawdziwych osób. Polecam go każdemu, kto mierzy się z podobnym problemem, jest w czynnym lub biernym uzależnieniu lub chce zagłębić się w ten temat.
Młode dziewczyny też ćpają – Magdalena Ożarowska, Pismo „Teatr”
Bez alko i dragów jestem nudna mówi o problemie uzależnienia lżej niż niedawne hity: Melodramat czy Mój rok relaksu i odpoczynku. Ale może dobrze. Chyba warto poszukiwać nowych języków dostosowanych do młodszej publiczności – tym bardziej że wiek inicjacji alkoholowej i narkotykowej systematycznie się obniża.
Alkohol przestał uchodzić za substancję neutralną. Coraz więcej osób decyduje się na życie w trzeźwości – nie tylko z powodu doświadczenia uzależnienia czy współuzależnienia. Polki i Polacy popierają rozwiązania ograniczające sprzedaż używek, dawniej uznawane za kontrowersyjne i godzące w obywatelską „wolność”. Świadomość społeczną budują – co ciekawe – twórcy i twórczynie instagramowi. Wegańska influencerka Justyna Żak spaceruje po Warszawie, pokazując, ile szkła pozostawionego w przestrzeni publicznej udaje jej się zebrać w ciągu godziny. Wózeczek na kółkach szybko zapełniają butelki po piwie, wódce i winie. Jej filmiki osiągają po kilkaset tysięcy wyświetleń i generują liczne komentarze. Twarzą aktywistycznej walki stał się Jan Śpiewak, znany ze zgłaszania do prokuratury osób łamiących ustawę o wychowaniu w trzeźwości. Inną popularną orędowniczką sobriety pozostaje Marta Markiewicz – organizatorka masowych trzeźwych imprez. Jej autobiograficzna powieść Bez alko i dragów jestem nudna stanowi punkt wyjścia spektaklu w reżyserii Miry Mańki, odpowiedzialnej także za adaptację tekstu.
Zasadnicza część książki dotyczy procesu wychodzenia z nałogu oraz nauki życia od nowa. Dowiadujemy się, że autorka zauroczyła się alkoholem już w wieku trzynastu lat, a kilka lat później sięgnęła po twarde narkotyki i dopalacze. Oprócz przywoływania hardcore’owych doświadczeń, takich jak ćpanie z własnym ojcem, w przystępny sposób opisuje mechanizmy uzależnienia i czynniki sprzyjające jego rozwojowi. Wyjaśnia, czym jest głód emocjonalny oraz dlaczego po używki sięgają także osoby, które – pozornie – nie doświadczyły w życiu niczego trudnego.
Teatr kocha alkohol. Narkotyki zresztą też – na scenie, ale przede wszystkim w kulisach. W spektaklach po kieliszek i kreskę sięgają jednak zazwyczaj starsi mężczyźni. Problem uzależnienia wśród młodych jest bagatelizowany. Ostre imprezowanie tłumaczy się potrzebą zabawy i koniecznością „wyszumienia się”. Bez alko i dragów jestem nudna pokazuje, że choroba alkoholowa może dotknąć każdego, nawet kilkunastoletnią dziewczynę. Choć ramą przedstawienia jest książka Markiewicz, Mańka wprowadza na scenę dodatkowe postaci, które nie występują w powieści. Każda z nich ma na imię Marta, ale nie służy to multiplikacji głównej bohaterki. To odrębne historie: matki dwójki dzieci rozładowującej napięcie kieliszkiem wina (Mirosława Sobik); nastolatki, która w wieku jedenastu lat sięgnęła po leki na kaszel z kodeiną (Zofia Stafiej); młodego mężczyzny zawalającego studia przez marihuanę (Igor Tajchman) oraz kobiety wypijającej codziennie małpkę czystej wódki (Ada Dec). Wprowadzenie dodatkowych bohaterek i bohaterów sprawia, że historia Marty-pierwowzoru (Julia Sobiesiak-Borucka) schodzi na dalszy plan.
Dramaturgia jest kopią pomysłu z innego przedstawienia Mańki, Przewodnika feministycznej psujzabawy, zrealizowanego z Grupą Artystyczną TERAZ POLIŻ w Nowym Teatrze. W warszawskim spektaklu sceny odnoszące się do kolejnych rozdziałów książki Sary Ahmed były poprzedzane przez blackouty i charakterystyczny, powtarzalny sygnał dźwiękowy. W Bez alko… mechanizm działa identycznie – melodyjka i migające reflektory sygnalizują nowe wątki. Byłam przekonana, że dziesiąta scena zamyka całość, ale później nastąpiło kolejnych dziesięć. Zapewne porządkuje to narrację, niemniej dla widowni okazuje się zabiegiem monotonnym i nużącym.
Początkowo sądziłam, że nie doczytałam opisu i trafiłam na spektakl skierowany do młodzieży. Miałam trudność z wejściem w konwencje komediowe i stand-upowe. Towarzyszyło mi poczucie zażenowania wywołane infantylnym sposobem prowadzenia opowieści. Niekiedy ta strategia wydawała się mieć sens, na przykład w momentach tematyzowania relacyjnego krindżu. Marta „od marihuany” i Marta „od wódki” próbują swoich sił w trzeźwym flircie. Nie wiedząc, jak zacząć rozmowę, chłopak pyta dziewczynę, czy wie, że pingwiny mają kolana. Dobrze wypada Igor Tajchman (grający w dublurze z Łukaszem Ignasińskim), wcielający się również w karykaturalnego terapeutę uzależnień Waldka. Kilka zabawnych scen nie zrekompensowało początkowego rozczarowania. Zdaje się jednak, że pozostawałam w mniejszości – widownia przyjęła premierę z entuzjazmem i reagowała głośnym śmiechem.
Scenografia Katarzyny Sobolewskiej przywodzi na myśl klub muzyczny – przestrzeń zabawy i tańca. Podłogę pokrywa mieniąca się srebrna okleina, w głębi sceny stoją dwie rampy, a całości towarzyszą kolorowe ledy. Klimat dopełniają światła (Klaudyna Schubert) oraz sensualna choreografia Dominika Więcka. To współczesny krajobraz uzależnienia: modne bary i kluby, w których w toaletach zażywa się zakazane substancje.
Nie sposób odmówić Mańce słuchu społecznego, wrażliwości literackiej oraz kompetencji z zakresu PR i marketingu. Reżyserka zdaje się odnajdywać własną drogę: wystawia teksty popularne, a zarazem istotne, dotykające tematów tabu i dobrze przyjmowane przez krytyków oraz czytelników – jak wspomniany Przewodnik… czy proza Emilii Dłużewskiej Jak płakać w miejscach publicznych (Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie). W Toruniu do współpracy zaprosiła choreografa i tancerza Dominika Więcka, znanego również z humorystycznych rolek publikowanych w mediach społecznościowych. Więcek i Markiewicz promują spektakl online, poszerzając potencjalną publiczność poza oficjalne kanały Teatru im. Wilama Horzycy.
Bez alko i dragów jestem nudna stanowi propozycję zupełnie odmienną od takich realizacji, jak genialny Melodramat Anny Smolar z Teatru Powszechnego w Warszawie, opowiadający o chorobie alkoholowej, warunkowej miłości i współuzależnieniu, czy równie udany Mój rok relaksu i odpoczynku Katarzyny Minkowskiej z warszawskiego Teatru Dramatycznego, skupiony na zażywaniu końskich dawek leków nasennych. Osobiście wolę, gdy temat uzależnienia traktowany jest z pełną powagą, choć w polskich tekstach kultury nie brakuje także romantyzowania i mitologizowania nałogu. Warto więc poszukiwać nowych języków dostosowanych do młodszej publiczności – tym bardziej że wiek inicjacji alkoholowej i narkotykowej systematycznie się obniża. W spektaklu Mańki pojawia się dydaktyzm, lecz nie przybiera on nachalnej formy. To raczej głos wspierającej przyjaciółki, przypominającej, że wszystko będzie dobrze.
