[:pl]Żeby zagrać Gregersa, muszę go bronić
Rozmowa z Tomaszem Mycanem, odtwórcą roli Gregersa
Trudno się mierzyć z rolą w sztuce opatrzonej etykietą „klasyka”?
– Na pewno nie jest dziś łatwo grać klasykę. Kiedy zobaczyłem stare tłumaczenie „Dzikiej kaczki”, byłem przerażony. Język był tak archaiczny, że stwierdziłem, że nie jesteśmy w stanie tego zagrać. Na szczęścicie zapewniono nas, że otrzymamy nowe tłumaczenie. Wydaje mi się, że z tego starszego tłumaczenia trudno by było zrobić interesujący spektakl.
Nowe tłumaczenie może prowokować do uwspółcześnienia samej sztuki. Istnieje taka pokusa?
– Na pewno. Z drugiej strony, chociaż nie będziemy przebierać się w kostiumy z epoki, to nie będziemy też wyglądać jak ludzie, którzy chodzą dziś po ulicach. Akcja sztuki zostanie przeniesiona w bliżej nieokreśloną współczesność, dlatego kostiumy nie będą kojarzone z konkretnym stylem. Zresztą nie kostium jest tu najistotniejszy, ale przekaz, a najbardziej współczesny w „Dzikiej kaczce” jest podejmowany przez nią problem.
Jak przygotowywałeś się do roli Gregersa?
– Cały czas przygotowuję się do roli i nawet premiera nie będzie oznaczała końca przygotowań. Przede wszystkim próbuję znaleźć motywację swojego bohatera.
Twój bohater jest obsesyjnie prawdomówną osobą. Próbowałeś – w ramach przygotowań do roli – spróbować pójść w jego ślady?
Taki eksperyment jest bardzo trudny. I to jest właśnie problem mojego bohatera, ta jego chorobliwa wręcz potrzeba mówienia i ujawnienia prawdy. Mówię to jednak z punktu widzenia Tomasz Mycana, a nie Gregersa, bo żeby go zagrać, muszę go bronić. Ja – jako Tomasz Mycan – kompletnie nie rozumiem takiej postawy jak: wtrącanie się w czyjeś życie, uszczęśliwienie na siłę, próbowanie wymuszenia na ludziach prawdy, natomiast jako Gregers muszę wierzyć, że jest to słuszne postępowanie. Gdzieniegdzie można się natknąć na takie opracowania Ibsena, które mówią o tym, że odbiorcy „Dzikiej kaczki” byli podzielenia, a część z nich broniła Gregersa. Mam nadzieję, że i dziś znajdą się tacy widzowie, choć trochę się o nich boję … (śmiech).
Co ty – jako Gregers – masz na swoje usprawiedliwienie?
Gregers został w młodym wieku zawiedziony, skrzywdzony. W wieku 17 lat musiał, podejrzewam z własnej woli, wyjechać z domu, bo nie mógł znieść tego, co się w nim działo. A dom to potworny ojciec, który zniszczył rodzinę i skrzywdzona przez niego matka, która była jedyną ostoją Gregersa. Nie można się dziwić, że zostawiło to trwały ślad w psychice młodego mężczyzny. A jak wiadomo, czym skorupka za młodu…[:]

