[:pl]
Nowy sezon teatralny za pasem. Będzie okazja spotkać się ze starymi znajomymi, ale też podjąć gości, którzy wcześniej nie zaglądali do Teatru Wilama Horzycy. A warto, bo nadchodzący sezon będzie wyjątkowy i to aż z trzech powodów: czeka nas jubileusz 90-lecia teatru, 20-lecia Festiwalu Kontakt i aż siedem premier.
Co nas czeka w tym sezonie?
19 września 2009, „Kaleka z Inishmaan”, reż. Iwona Kempa,
3 października 2009, „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, reż. Marcin Wierzchowski,
Listopad/grudzień 2009, „Dzika kaczka”, reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska,
12 grudnia 2009, „Kot w butach”, reż. Jacek Bończyk,
27 marca 2010, autorski spektakl Lies Pauwels,
Kwiecień 2010, „Człowiek z Bogiem w szafie”, reż. Piotr Kruszczyński,
Czerwiec 2010, współczesna sztuka europejska – reż. Iwona Kempa.
1) 19 września 2009, „Kaleka z Inishmaan”, reż. Iwona Kempa
Tarantino po irlandzku
Tym razem na otwarcie sezonu Teatr Wilama Horzycy przygotował coś dla wielbicieli Quentina Tarantino. Tyle że … „Quentina Tarantino Szmaragdowej Wyspy”. Krytycy piszą o nim, że ma „przenikliwość Czechowa, gwałtowność Tarantino, humor Monty Pythona i liryzm ks. Twardowskiego”. Co na to sam Martin McDonagh, bo o nim mowa?
– Piszę sztuki takie, jakie chciałbym zobaczyć, gdybym chodził do teatru – powiedział autor, który … do teatru nie chadza. Woli opery mydlane i kino akcji. Otwarcie przyznaje się do czerpania inspiracji z kina Quentina Tarantino, Johna Woo, Martina Scorsese i Sergio Leone oraz z cyklu „Gwiezdne wojny”. Tyle McDonagh. Krytycy natomiast dopatrują się także w jego twórczości wpływów związanych z techniką filmową Alfreda Hitchcocka oraz mieszenia się tradycji dziewiętnastowiecznego melodramatu z elementami stylistycznie zbliżonych do współczesnych filmów sensacyjnych, seriali czy tabloidowych newsów.
Wszystko to znajdziemy w otwierającej sezon sztuce McDonagha „Kaleka z Inishmaan”, przyprawionej czarnym humorem historii mieszkańców małej wyspy u wybrzeży Irlandii, którzy wierzą, że ich życie odmieni hollywoodzka ekipa filmowa. Opowieść osnuta jest przede wszystkim wokół spiskowania kalekiego nastolatka, chcącego wystąpić w filmie „Man of Aran” i wyjechać do Ameryki. To doskonała propozycja dla teatromanów, ale także dla … kinomanów i wielbicieli seriali. Dlaczego? Bo teatr McDonagha z jednej strony tradycyjny, z drugiej niestroniący od schematów obowiązujących w kulturze masowej, sprawia, że po przedstawieniu widzowie będą mogli wrócić do domu i ze spokojnym sumieniem włączyć telewizor.
„Kaleka z Inishmaan” to kolejne spotkanie reżyser Iwony Kempy z Martinem McDonaghem: trzecie z samym autorem, drugie z tekstem. Pierwsza realizacja „Kaleki …” we wrocławskim Teatrze Współczesnym przyniosła jej nagrodę na III Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej „Interpretacje 2000” w Katowicach. W 2002 r. toruńska publiczność po raz pierwszy obejrzała „Samotny Zachód” w jej reżyserii ze znakomitą kreacją Sławomira Maciejewskiego. Spektakl przez sześć sezonów nie schodził z afisza i został nagrodzony na Festiwalu Małych Form Teatralnych „Kontrapunkt” w Szczecinie w 2003 r., otrzymując Grand Prix, czyli nagrodę publiczności, nagrodę jury dla najlepszego przedstawienia, nagrodę dziennikarzy oraz nagrodę aktorską dla Sławomira Maciejewskiego.
2) 3 października 2009, „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda”, reż. Marcin Wierzchowski
Przedostatnie kuszenie widza
Co byś zrobił, gdyby na twoich oczach spłonął milion funtów? Nie wiesz? Nic straconego.
O tym, jaka będzie twoja reakcja, możesz się przekonać, wybierając się na „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda” – autorski projekt reżysera Marcina Wierzchowskiego, który powstał z inspiracji postacią kontrowersyjnego szkockiego muzyka Billa Drummonda, twórcy formacji KLF. To właśnie Drummond w 1994 r. – wraz z pozostałymi członkami grupy – spalił milion funtów w gotówce, chcąc w ten sposób zaprotestować przeciw komercjalizacji rocka. „Prochy” miliona (który pochodził z zakończonej rok wcześniej działalności muzycznej grupy) trafiły do walizki, całe zdarzenie sfilmowano, a po roku członkowie KLF odbyli tournee, podczas którego pokazywali film w wielu brytyjskich miastach. Film nosił tytuł „Dlaczego K Foundation spaliła milion funtów?”, a każdy jego pokaz prowadził do dyskusji między członkami KLF a publicznością, która starała się odpowiedzieć na tytułowe pytanie. Nieoczekiwanie w 1995 r. odwołano kolejne pokazy i zawieszono działalność grupy. Członkowie zobowiązali się do zachowania milczenia na temat spalenia miliona funtów przez kolejne 23 lata. Uznali, że przez ten czas świat powinien przemyśleć ich gest, wyciągnąć z niego wnioski i odpowiedzieć na postawione w tytule filmy pytanie. Wierzchowski, nie mogąc doczekać się aż upłynie okres milczenia członków grupy, próbuje podsumować 15 lat minionych od spalenia miliona i dać odpowiedź na manifest Drummonda. Jego autorski projekt zapowiada się jako eksperyment teatralno-performatywny.
To nie pierwsza ryzykowna gra z widzem, którą podejmuje Marcin Wierzchowski, powracający do Torunia po udanych realizacjach „Medei” Eurypidesa i „Justyny wg de Sade’a. Wierzchowski, który zwykle występuje zarówno w roli reżysera, jak i autora adaptacji reżyserowanych przez siebie tekstów, eksperymentował już ze stand up comedy i monologiem w „Lubię być zabijana”, monumentalnym projektem futurystycznej wizji „Supernowa. Rekonstrukcja” w Łaźni Nowej, z przekraczaniem bariery aktor – widz w „Medei” (pierwsze przedstawienie Wierzchowskiego w teatrze repertuarowym), wreszcie „work in progress” („pracą w trakcie”) w „Justynie”. W „Przedostatnim kuszeniu Billa Drummonda” Wierzchowski, połączy elementy teatru, performance’u i koncertu. Czego możemy się spodziewać? Kpiny z teatru i rządzących w nim konwencji? Zagubionej teatralności, pomieszania fikcję z rzeczywistością? Na pewno kolejnego przewrotnego pomysłu reżysera, który nie po raz pierwszy (i nie ostatni) będzie kusić widza.
3) Listopad/grudzień 2009, „Dzika kaczka”, reż. Agnieszka Lipiec-Wróblewska
Co ma Bergman do Ibsena?
Co takiego wspaniałego jest w prawdzie, że tak ją cenimy? Zwłaszcza w świecie, którego codzienną walutą jest kłamstwo. To nieśmiertelne pytanie powraca jak bumerang dzięki należącej do klasyki dramatu „Dzikiej kaczce” skandynawskiego dramaturga Henryka Ibsena. Pyta Ibsen, pytają kolejne pokolenia reżyserów teatralnych. Zwłaszcza ci współcześni mają wielki apetyt na „Dziką kaczkę”, szukając w tej ponadczasowej opowieści o starciu dwóch poglądów na rolę prawdy w życiu, a zarazem pasjonującej i wiecznie żywej dyskusji na temat postawy moralnej człowieka nawiązań do aktualnego stanu rzeczy. – Prawda zabija – zdaje się mówić Henryk Ibsen w „Dzikiej kaczce”, opowieści o tajemnicy, którą skrywa pewna spokojna i – zdawałoby się – szczęśliwa rodzina. Sekret ten – dobrze znany jednym, podejrzewany przez innych – wyjdzie na jaw dzięki człowiekowi obsesyjnie prawdomównemu. Jego chora wręcz niechęć do kłamstwa doprowadzi do tragedii, która dotyka osoby zupełnie niewinne. Czy rzeczywiście prawda zabija równie często jak kłamstwo? Czy kiedykolwiek poznamy odpowiedź na to pytanie?
„Dzika kaczka” Henryka Ibsena nigdy nie trąciła myszką, ale teraz zabrzmi jeszcze bardziej współcześnie i to z dwóch powodów – ze względu na nowe tłumaczenie Anny Marciniakówny oraz na realizację Agnieszki Lipiec-Wróblewskiej, której chęć zmierzenia się ze współczesnością za pomocą klasycznego tekstu sprawi, że sztuka „zapachnie” filmami Ingmara Bergmana. Co ma Bergman do Ibsen? Przekonamy się, wybierając się na premierę.
Agnieszka Lipiec-Wróblewska, która sztuki reżyserskiej uczyła się m.in. od Jerzego Grzegorzewskiego ma doświadczenie zarówno w realizacji klasycznych tekstów (współpraca z Grzegorzewskim przy „Wujaszku Wani” Antoniego Czechowa), jak i w adaptowaniu prozy eksperymentalnej („Wojna polska-ruska pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej). Nie stroni również od dramaturgii współczesnej, czego dowodem jest Grand Prix dla wyreżyserowanego przez nią spektaklu „Tama” Conora McPhersona na 36. Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Małych Form „Kontrapunkt” w Szczecinie.
4) 12 grudnia 2009, „Kot w butach”, reż. Jacek Bończyk
Kot w butach i w musicalu
Kto z nas nie zna uroczej bajki Charlesa Perraulta o przebiegłym Kocie-chwalipięcie? Bajkę tę w nowej, autorskiej wersji Jacka Bończyka najmłodsza widownia Teatru Wilama Horzycy będzie mogła nie tylko obejrzeć, ale i posłuchać, bo tym razem Kot w butach nie tylko zamruczy, ale też zaśpiewa i zatańczy tak, jak mu zagra Zbigniew Krzywański.
Nie jest to pierwsze spotkanie aktora Jacka Bończyk i gitarzysty Republiki Zbigniewa Krzywańskiego. Jako duet zadebiutowali płytą „Depresjoniści”, by przekształcić się z czasem w koncertujący zespół, który chwilę później zaczął współpracować przy realizacjach teatralnych Bończyka: „Terapii Jonasza”, a także „Obywatelu”, który został przygotowany specjalnie dla Teatru Wilama Horzycy. Jacek Bończyk przyznaje się nie tylko do wielkiej sympatii dla zespołu Republika, ale także dla Torunia, którego – ze względu na współpracę ze Zbyszkiem Krzywańskim – jest częstym gościem. To podobno od obowiązkowych spacerów Bończyka dookoła Starego Miasta, których celem stawał się również teatr, zaczęła się jego współpraca z Teatrem Wiliama Horzycy. Jacek Bończyk podjął się napisania scenariusza i wyreżyserowania przedstawienia opartego na twórczości lidera Republiki. Premiera odbyła się na dwa dni przed siódmą rocznicą śmierci Grzegorza Ciechowskiego, a samo przestawienie cieszyło się wielkim powodzeniem. Po sukcesie „Obywatela” przyszedł czas na musical adresowany do dzieci. Warto jednak, aby dzieci wybrały się na niego z rodzicami, którzy na pewno chętnie przypomną sobie starą bajkę w nowej odsłonie.
5) 27 marca 2010, autorski spektakl Lies Pauwels
Powrót „White star”
Jeśli cofniemy się pamięcią do Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Kontakt 2005, bez trudu przypomnimy sobie, kto święcił triumfy, wygrywając tę edycję. Chyba każdy z nas pamięta spektakl, podczas którego kobieta w lekarskim kitlu wylewała na siebie wiadra krwi, a mężczyzna wykonywał akrobacje na krzyżu z sześcianów. I chyba nikt nie ma wątpliwości, dlaczego „White Star” – bo o nim mowa – okazał się niekwestionowanym zwycięzcą festiwalu. Śmiały projekt, który za punkt wyjścia przyjął odmienność (i to nie tylko seksualną), łączący taniec i teatr, aktorstwo profesjonalne z nieprofesjonalnym, absurdalny Montypythonowski humor z klimatem filmów Davida Cronnenberga i estetyką queer, wprowadzający na scenę transseksualistów transgenderowców i homoseksualistów wymierzony był w wieloetniczną Europę z jej historią, obyczajowością, kanonami piękna i beztroskim konsumpcjonizmem. Zbyt odważne, drastyczne, niesmaczne? Na pewno poruszające.
Za sukcesem spektaklu „White Star” stoi kobieta-orkiestra – Lies Pauwels, aktorka, choreograf i reżyser w jednej osobie. Obecnie związana z teatrem Victoria w Gandawie, który jest miejscem zarówno nowych rozwiązań teatralnych, jak i spotkań artystów różnych dyscyplin: teatru, tańca, sztuki performance, video, instalacji, architektury oraz sztuk plastycznych. Ambicją Victorii jest tworzenie wszelkiego rodzaju spektakli: projektów zarówno kameralnych, jak i monumentalnych, lokalnych i międzynarodowych. Teatr jak magnes przyciąga artystów wszelkiej maści, nie pytając ani o wiek, ani o narodowość. Jedną z głównych misji Victorii jest wspieranie młodych artystów na ich drodze do dojrzałości artystycznej.
Tym razem belgijska artystka zagości w Teatrze Wilama Horzycy na dłużej. Rozmowy na temat jej współpracy z toruńskim teatrem trwały aż dwa lata i zaowocowały czterodniowymi warsztatami aktorskimi prowadzonymi w maju tego roku przez Lies Pauwels, podczas których wybrała ona grupę 11 osób, z którymi w styczniu przyszłego roku rozpocznie pracę nad autorskim spektaklem. Będzie to z pewnością wielkie wyzwanie dla wszystkich: aktorów, teatru, jak i dla samej artystki (po raz pierwszy pracującej w teatrze repertuarowym, i to w dodatku polskim!). Będzie to również doskonała okazja dla toruńskich publiczności, by oswoić się ze współczesnym teatrem eksperymentalnym.
6) Kwiecień 2010, „Człowiek z Bogiem w szafie”, reż. Piotr Kruszczyński
Bóg z szafy
Gdzie mieszka Bóg? W sztuce Michała Walczaka siedzi w szafie. Jest tam „przechowywany” (niczym płaszcz lub wyjściowy garnitur, który wyjmuje się od święta) i … karmiony pizzą. Bóg z szafy ma poczucie humoru, ale nie lubi, kiedy sąsiedzi zakłócają mu sen. Złości się wtedy i staje się niemiły. Kim tak naprawdę jest Bóg według Walczaka? Dlaczego siedzi w szafie? Szykuje się na wielkie wyjście (wejście?) czy może chroni się tam przed rzeczywistością? Pytanie to towarzyszyć będzie perypetiom bohatera sztuki – Adama, który wykorzystuje wyjście rodziców na spotkanie z papieżem, żeby zaprosić do siebie swoją dziewczynę, Kamę. Wszystko, co związane z oczekiwaniami na przyjazd papieża zdają się być jedynie tłem do historii miłosnej (a właściwie erotycznej) dwójki młodych ludzi, smakujących po raz pierwszy fizycznej miłości. Tymczasem Walczakowski Bóg nadal siedzi w szafie…
„Człowiek z Bogiem w szafie” to współczesna, humorystyczna opowieść o tym, gdzie zdarza się mieszkać Bogu i w jaki sposób człowiek dzisiaj próbuje z nim przebywać. Jest to najnowsza sztuka Michała Walczaka – jednego z najpopularniejszych dramaturgów młodego pokolenia, autora „Piaskownicy” oraz „Podróży do wnętrza pokoju”, która została napisana w ramach konkursu na dramat inspirowany życiem i twórczością Jana Pawła II, ogłoszonego przez Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.
Dla reżysera Piotra Kruszczyńskiego praca z tekstem Michała Walczaka nie jest niczym nowym. Na wałbrzyskiej scenie im. Szaniawskiego wystawiał już jego „Piaskownicę” i „Kopalnię”. Kruszczyński najchętniej sięga po sztuki współczesnych dramatopisarzy – Tankreda Dorsta („Fernando Krapp napisał do mnie ten list”), Conora McPhersona („Święty Mikołaj”) czy Esther Vilar („Królowa i Szekspir”), interpretuje również polskich autorów – Sławomira Mrożka („Tango”), a także Tadeusza Różewicza („Kartoteka”). Jest laureatem nagrody promocyjnej im. Kazimierz Krzanowskiego za reżyserię „Piaskownicy” Michała Walczaka w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu na 39. Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Małych Form „Kontrapunkt” w Szczecinie.
[:]

