[:pl]
Postawiłem diagnozę mojemu bohaterowi
Rozmowa z Grzegorzem Wosiem, odtwórcą głównej roli w „Kalece z Inishmaan” w reż. Iwony Kempy
– Po raz drugi bierzesz udział w „Kalece z Inishmaan” Iwony Kempy, chociaż po raz pierwszy w roli … aktora.
Rzeczywiście, moją rolą w pierwszej realizacji „Kaleki…” w reżyserii Iwony Kempy była rola … widza. Kiedy oglądałem ten spektakl 10 lat temu we Wrocławiu, ostatnia rzeczą, o której pomyślałem, było to, że zagram w tej sztuce, i to w dodatku w tej samej reżyserii. Na szczęście nie pamiętam zbyt dobrze kto i jak grał głównego bohatera, więc nie muszę się niczym sugerować podczas kreowania postaci Billy’ego.
– Czym ta realizacja różni się od tej, którą widziałeś 10 lat temu?
Na początku chcieliśmy zrobić tę sztukę bardzo klasycznie, ale już podczas prób czytanych okazało się, że tak się nie da, bo jej tradycyjna forma trochę się zestarzała. Postanowiliśmy więc podjąć zabawę z tekstem. Niektóre postaci zostały przerysowane, a my puszczamy oko do publiczności. Bardzo często też zwracamy się bezpośrednio do niej. Nie ukrywamy, że jesteśmy w teatrze, wychodzimy z formy. Jednym słowem, bawimy się w teatr.
– Kim jest tytułowy kaleka?
Przede wszystkim … kaleką. W jego przypadku jest tak, że ma zewnętrzne oznaki kalectwa, co sprawia, że jest na wyspie kimś, z kogo można się pośmiać. Jednak to kalectwo jest tylko zewnętrzne, bo Billy to bardzo bystry chłopak. Wszyscy chcą się wydostać z tej wyspy, a on najbardziej. Kiedy nadarza się okazja, robi wszystko, żeby się udało. Fakt, używa do tego celu podstępu, ale jest bardzo zdeterminowany. Jego upór przynosi rezultat – ku zaskoczeniu całej wyspy wygrywa casting do hollywoodzkiego filmu. Tacy ludzie jak on, którzy są odrzucani przez wszystkich w dzieciństwie, za wszelką cenę chcą pokazać, że również w nich jest coś wartościowego. I jemu to się udaje.
– Jak przygotowywałeś się do roli niepełnosprawnego chłopaka?
Przede wszystkim musiałem ustalić, na jaką chorobę cierpi Billy. W didaskaliach nie ma o tym ani słowa, można znaleźć tylko wzmiankę, że ma niedowład ręki i nogi. Nie wiedziałem, jak zabrać się do tej roli, więc zacząłem szperać w internecie i na podstawie objawów próbowałem ustalić, co to za choroba. A że w internecie można znaleźć wszystko, szybko postawiłem diagnozę. I tak mój kaleka cierpi na jednostronne porażenie mózgowe.
– Skąd wiedziałeś, jak to zagrać?
I tu znów nieoceniony okazał się internet. Dużo czytałem o tej chorobie, ale też obserwowałem występy komików amerykańskich, którzy swoim zachowaniem przypominali osoby z porażeniem mózgowym. Czasami miałem ochotę pójść do sklepu, żeby sprawdzić, czy jestem wiarygodny, ale – niestety – musiałem zrezygnować z tego pomysłu. W sklepach blisko teatru wszyscy mnie znają, więc mógłbym zostać zdemaskowany.
[:]

