Czujemy dumę, ponieważ trzy nasze aktorki zostały wyróżnione w „Subiektywnym spisie aktorów teatralnych” Jacka Sieradzkiego. Cały spis znajduje się TUTAJ.
Karina Krzywicka [mistrzostwo]
„Czterdzieści lat temu współzakładała Teatr im. Witkiewicza. Każdy, kto tam wtedy był, zanuci jej W metafizyczną głębię lecę z Sonaty b. (muzyka Jerzy Chruściński) i wspomni świetne role w spektaklach Andrzeja Dziuka i Julii Wernio. Odeszła z Zakopanego w apogeum popularności sceny, w poniewierkę na pół- ćwierćetatach, na skraju porzucenia zawodu. W toruńskim Teatrze im. Horzycy jest z przerwami; na stałe od 2018 roku. Grała nie zawsze duże role, choć znaczące, jak, nie przymierzając, Pan Bóg, któremu Rydzyk mówi, żeby spadał (Bóg się rodzi Marcina Kąckiego). Dziś na mikroskopijnej scence wykrojonej z górnego foyer, w „Udręce życia” Hanocha Levina (reż. Eva Rysová) z Nikiem Niakasem i Pawłem Tchórzelskim, torturują się na przemian obelgami i lamentami aż po śmierć, zaszywając gdzieś głęboko wołanie o ratunkowy promyk czułości. Ona ma ten promyk. W ubielonej wapnem twarzy, w wielkich oczach, w śladzie uśmiechu ogienek ledwo pełga, rozżarza się na skąpo wydzielane sekundy, można go łatwo prześlepić. Że go zauważyli, że międzynarodowe jury mianowało ją najlepszą aktorką Kontaktu 2025, to jest cud nad cuda. Nagroda oczywiście należna, ale takie rzeczy na prestiżowych festiwalach przecież się nie zdarzają, nieprawdaż?”
Maria Kierzkowska [zwycięstwo]
„Zawahałem się przy tym zdjęciu. Nie ma co ukrywać, że wyrwane z przedstawienia wygląda karykaturalnie, niczym z niewydarzonego widowiska folklorystycznego. Ktoś pisał, że rola świetna, ale ten taniec… A mnie wszystko się zgadza. Horror/Mirror Ishbel Szatrawskiej (reż. Eva Rysová), Teatr im. Horzycy, Toruń) to opowieść o procesie w małym amerykańskim mieście, wytoczonym młodemu gwałcicielowi, który jest uwielbianym liderem uczelnianej drużyny futbolowej, więc wiadomo, jak wszystko się skończy. Ona, sponiewierana prostytutka, jest kluczowym świadkiem. Musi przejść całą drogę, od panicznego lęku przed wyjściem z ukrycia, po zeznawanie, czyli walkę o elementarną godność. Wygra ją wewnętrznie, choć w procesie przegra. Aktorka znalazła sposób scenicznego bycia, widoczny już od paru ról: ma taki zaczepny, sarkastyczny ton, jakby nam, widzom mówiła „patrzcie ludzie, czegóż to ja nie robię”. Co nie dezawuuje jej słów i działań, tylko skutecznie odpoczciwia je autodrwiną. Ów indiański taniec, ustawiony przez Magdę Jędrę, jest takiego budowania roli prostą konsekwencją: przecież nie odstawia nam tu, do diabła, kawałka Pocahontas! A skądinąd wolę takie użycie choreografii niż przypadki z wielu teatrów, gdzie notując nazwisko tancmistrza, nie sposób nie zapytać: zaraz, ale co on tu właściwie robił?”
Julia Szczepańska [zwycięstwo]
„Jak nieprawdopodobną moc ma ta wątła dziewczyna! Jej studentka wytoczyła proces chłopakowi, który ją zgwałcił, chłopak jest futbolistą, ulubieńcem miasta, więc wiadomo, jaki będzie wyrok. Ona podświadomie też to wie, jest na przemian pogubiona i podenerwowana, co nie wzmacnia pozycji przed sądem. Horror/Mirror to długi spektakl, Ishbel Szatrawska ma epickie pióro, Eva Rysová tekst reżysersko trochę podcięła, niemniej, zwłaszcza w drugiej części, opowieść kręci się w kółko, dowody są zbijane, galeria dorzuca garściami chamskie komentarze. Wszyscy czekamy końca. Mamy koniec, ukłony, aktorzy schodzą, napięcie opada – i wtedy ona zaczyna mówić. Samotna, na wielkiej, źle teraz dla niej oświetlonej scenie krzyczy z rozdzierającą pasją, jakim koszmarem, jakim draństwem był ten gwałt. Ludzie stają w miejscu. Niektórzy przy drzwiach do szatni, inni wryci w fotel, jeszcze inni w takim półuniesieniu, bo właśnie podnosili się z krzesła i zastygli. Stoją, niezdolni do żadnego gestu, oniemiali, osłupiali, wstrząśnięci. Ilu znajdziemy aktorów – we wszystkich generacjach – zdolnych do tak skutecznego aktu panowania nad sceną?”
Bardzo się cieszymy i serdecznie gratulujemy!

