[:pl]Działanie Marcina Wierzchowskiego, reżysera spektaklu „Przedostatnie kuszenie Billa Drummonda” wywołało reakcję prokuratury, nagłośnioną przez media. Prokuratorzy badają, czy paląc na scenie (w tzw. aneksie do przedstawienia) pieniądze w kwocie odpowiadającej sumie, jaką wpłacili za udział w tej części widzowie, reżyser łamie prawo. Towarzyszą tej sprawę także pytania o etyczny aspekt takiego działania i granice wolności w sztuce.
Stanowisko Dyrekcji Teatru jest w tej sprawie następujące:
Po pierwsze i najważniejsze: reżyser pali na scenie własne pieniądze. Pieniądze wpłacane przez widzów, którzy decydują się na udział w „aneksie” są komisyjnie i publicznie liczone, potem odprowadzane do kasy teatru (mówi o tym komunikat po zakończeniu spektaklu).
Marcin Wierzchowski pali banknoty w liczbie odpowiadającej sumie tych wpłat. Jedną z intencji może być spowodowanie wrażenia, że także widzowie symbolicznie uczestniczą w tym akcie niezgody na komercjalizację sztuki, ale też na myślenie o pieniądzach w kategoriach nienaruszalnego tabu.
Po drugie, działanie reżysera jest bezpośrednim nawiązaniem do opisywanej w przedstawieniu historii spalenia miliona funtów przez brytyjskiego muzyka i performera z grupy KLF. Marcin Wierzchowski traktuje swoją pracę bardzo osobiście, stąd decyzja o powtórzeniu tamtego gestu. Jest to więc postępowanie artystycznie uprawnione, czynione na własny koszt i własne ryzyko.
Po trzecie, konsultacje prawne przeprowadzone przed premierą wykazały, że niszczenie banknotów nie jest dziś naruszeniem prawa, a ewentualne zarzuty wynikające z paragrafu 137 kodeksu karnego można traktować jako interpretację przesadnie rozszerzającą zakres ochrony banknotów.
Po czwarte, Teatr, także ten finansowany przez Samorząd, jest instytucją artystyczną. Jest więc przestrzenią wolności artystycznej, której granice nieprzekraczalne wyznaczają – naszym zdaniem – prawa widzów do nienaruszania ich wolności, cielesności i godności osobistej. Oczywista w samorządowej instytucji artystycznej dbałość o jakość powstającego za publiczne środki dzieła nie obejmuje więc prawa do (auto)cenzurowania decyzji artystycznych. Także wtedy, gdy są one kontrowersyjne.
Po piąte wreszcie, fakt, że gest Marcina Wierzchowskiego wywołuje ostre reakcje, może dowodzić, że dotyka on żywego problemu i nie pozostawia widzów obojętnymi wobec przedstawionej w sztuce problematyki, co przecież jest jednym z celów działań artystycznych[:]

